środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 23

• Mocny uścisk dłoni na moim barku sprawił, że moje oczy otworzyły się tak gwałtownie, aż zabolały. 
- Wstawaj śpiąca królewno. Dojechaliśmy. - słysząc głos Dean'a uspokoiłam oddech po kolejnym z codziennych koszmarów i przyciągnęłam się dosyć mocno zakrywając oba tylne siedzenia.
Wygramoliłam się z samochodu wyraźnie roztrzęsiona. Po kilku sekundach zaczęłam się rozglądać. Staliśmy w głębi niczego. Otaczały nas tylko drzewa i jednopasmowa, piaskowa droga. Wkoło ani jednej żywej duszy. Nawet nie było słychać śpiewu ptaków co o tej porze roku było dosyć dziwne. Za moimi plecami znajdowały się schody w dół prowadzące do dużych starych drzwi, na których wyryte były dziwne jednak skądś znajome mi znaki. Cały budynek wyglądał dziwnie. Szczerze mówiąc przypominał mi skrzyżowanie wierzy ciśnień z latarnią morską, tylko w kwadracie. - zaśmiałam się na tę cichą myśl. Nagle Dean wyciągnął z kieszeni jakiś niezwykle wyglądający klucz. Okej.. Może niezwykły to za duże słowo, ale nigdy nie widziałam jeszcze tak dokładnie wyszczerbianego klucza, więc to, że otworzył on te dziwne stare wrota nie było wcale niespodzianką. 
- Wchodzisz? - rzucił blondyn ze środka i natychmiast wyrwał mnie z moich myśli. 
Zeszłam powoli uważając na każdym kroku. Nie miałam w końcu pewności, że ta dziura zaraz się pode mną nie zawali. - Nie spiesz się. - rzucił Dean ze swoim sarkastycznym uśmieszkiem, który nie wiem dlaczego zawsze mnie rozśmieszał 
Przyśpieszyłam swoje bezpieczne tempo przy czym próbowałam z całych sił udawać, że wcale nie jestem przerażona co marnie mi wyszło. W końcu pokonałam te 12 schodów tortur i weszłam do budynku co oczywiście było dodatkowym stresem. Za plecami usłyszałam cichy śmiech Dean'a, ale nie miałam ochoty się tym przejmować. Kiedy te ogromne czerwone wrota w końcu zamknęły się za moimi plecami, postawiłam krok w przód lekko podskakując. Jednak już po pierwszym dostawieniu nogi zmieniłam zdanie o tym miejscu kompletnie. (No może oprócz tych strasznych schodów). Po rozejrzeniu się wiedziałam, że już nigdy nie chcę wychodzić. Na przeciwko mnie było wielkie pomieszczenie. A mówiąc wielkie mam na myśli ogromne. A to był dopiero salon. Po bokach stały regały z książkami i dziennikami. Było ich tam więcej niż w niejednej bibliotece. Po środku stał duży drewniany stół z małą staroświecką lampką. Zauważyłam również jakieś stare dodatki. Takie jak stary miecz czy drewniane wstawki na ścianach, które były pokryte jakąś dziwną, ale pasującą farbą. Pachniało tam ślicznie. Sam i Dean widząc mój wcale nie kryty zachwyt uśmiechnęli się do siebie nic nie mówiąc. Dean zaczął się rozpakowywać, kiedy ja jeszcze przyglądałam się temu bardzo wysokiemu sufitowi. 
- Jest tego więcej. Mamy tu kilkanaście pomieszczeń - odezwał się ten wyższy z braci a ja spojrzałam się na niego z nadzieją w oczach 
Sammy tym razem zaśmiał się głośniej. 
- Oprowadzę cię jak chcesz. - dodał 
Kiwnęłam głową i znalazłam się u jego boku szybciej niż głodna chuaua. Dean poszedł po moje rzeczy do samochodu a ja i drugi Winchester ruszyliśmy korytarzem. Już sama kuchnia mi zaimponowała mimo to, że lodówka była całkiem pusta. Wszystkie meble były drewniane i wyglądały jak nowe, choć na pierwszy rzut oka było widać, że zostały zrobione dawno temu. Dalej przeszliśmy do trzech pustych pomieszczeń, w których znajdowały się tylko łóżka. Było to oczywiste, że były to pokoje, których nikt nie zamieszkiwał. Nie wiem dlaczego, ale ulżyło mi, że Winchesterowie mieszkają sami. Dalej minęliśmy pokój Sam'a. Nie był zbyt wystrojony lecz przytulny. No i oczywiście wymalowany tym dziwnym, bezwonnym pigmentem. Następny był pokój Dean'a. Ten od razu mi się spodobał. Na ścianie ponad dużym, wygodnym materacem wisiało kilka broni różnego kalibru. Na szafie wisiał plakat zespołu Metallica a na komodzie pod lustrem leżały świerszczyki. Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się głośno. 
- Serio? Są ułożone alfabetycznie. - rzuciłam pokazując na brązowe pudełko z magazynami. 
Sam odwzajemnił uśmiech. 
- Chodź. Pokażę ci jeszcze nasz loch. - powiedział i ruszył dalej korytarzem 
Ja zaśmiałam się jeszcze raz rozglądając się po pokoju Dean'a, jednak po chwili zrozumiałam, co Sam właśnie powiedział.
- Czekaj. Wasz co?! - rzuciłam i pobiegłam za nim
W końcu dotarliśmy na koniec korytarza. Weszliśmy przez ostatnie drzwi. W środku znajdowało się mnóstwo półek z dokumentami, które wszystkie były w takich samych teczkach z narysowanym znakiem jaki widziałam na drzwiach przed wejściem. Po chwili Sam odsunął dwa regały i ukazały się przede mną znajome mi znaki w pomieszczeniu wielkości pokoju. Jeden z nich nawet rozpoznałam. Na podłodze była namalowana pułapka na demony. Właściwie to widniała na całej długości podłogi a w środku tej pułapki stało jedno krzesło. Z sufitu zwisały łańcuchy z wyrytymi znakami anty-demonicznymi. Widziałam je w dzienniku ojca. Wtedy przypomniało mi się, że to co widziałam na teczkach i wejściu to znak łowców. Nie dziwię się że Dean nazywa to miejsce "Jaskinią Batmana". Jest tajemne, ogromne i totalnie zajebiste. Ma nawet swój garaż, w którym jego ukochana Impala prezentuje się całkiem nieźle.
Na koniec okazało się, że został nam jeszcze jeden, ostatni pokój do zwiedzenia. Znajdował się zaraz obok pokoju Dean'a. Był takiej samej wielkości jak wszystkie inne, ale był bardzo przytulny i uroczy. Zawsze o takim marzyłam. Od razu było widać, że kiedyś należał do dziewczyny. Definitywnie spodobał mi się najbardziej. (Oczywiście po za lochem i salonem). Znajdowała się tam ogromna szafa z lustre, biurko i dużo damskich gadżetów, które leżały na półkach. Na podłodze leżały dokładnie wypolerowane panele a na ścianie wisiała idealnie dopasowana tapeta. No nieźle. Użądzenie tego pokoju usiało kosztować więcej niż mój samochód.
 - Podoba ci się? - spytał Dean, którego dopiero teraz zauważyłam choć stał już w drzwiach dobrych pare minut 
- Żartujesz? Tu jest cudownie. - rzuciłam nie odrywając oczu od wielkiego łóżka i jasno fioletowych ścian oraz wszystkich dodatków.
- Świetnie. Jest twój. - oznajmił i postawił moje walizki obok mega wygodnego materaca na łóżku
Spojrzałam na niego poważnie.
- Mówisz serio? - spytałam nawet nie kryjąc swojego zachwytu
- No wiesz.. Skoro będziesz tu teraz mieszkac przez całe wakacje powinnaś mieć swój pokój. - rzekł z tonem, którego jeszcze nie słyszałam w jego głosie, lecz byłam zbyt zajęta podziwianiem by go analizować
Kiedy wyszłam spod prysznica (gdzie temperatura wody jest nieziemska) poszłam do pokoju, żeby wysuszyć włosy i rozpakować się do końca. Po jakimś czasie poszłam do salonu czesząc się.
- O czym rozmawiacie? - spytałam
- Mamy nową sprawę. - powiedział Sam kiedy Dean przez chwile przyglądał się moim krótkim spodenkom 
Zaśmiałam się lekko do siebie i kontynuowałam rozmowę.
- Kilka młodych brunetek zostało porwanych. Zginęły również ich biżuterie. Szczególnie pierścionki czystości. - ciągnął brunet
- Dziewice? - rzuciłam bez zastanowienia 
Sam kiwnął głową.
- Jakiś bożek lub Smok. Nic wielkiego. - powiedział
- Smok?! - rzuciłam 
- One istnieją? - dodałam ze zdziwieniem

- Uwierz mi, za dużo rzeczy istnieje. - uciął Dean odrywając ode mnie wzrok

- To dobre dwa dni drogi. Musimy się zbierać. - dodał Sam

- Jadę z wami! - rzuciłam prztgotowana na kłótnię 
Lecz zadziwiająco Dean nie miał nic przeciwko. Sam też nie co było oczywiste. Po 16 godzinach w drodze Dean zaparkował w pobliskimi motelu. Musieliśmy się wyspać. Było już późno i ciemno. Weszliśmy do środka. Dean zabukował pokój dla siebie i brata, w którym jedno z dwóch łóżek było większe. Oczywiście zajęte przez Dean'a. Sam wszedł tam pierwszy. Ja byłam tuż za nimi, ale widocznie moje szczęście już się wykorzystało, ponieważ recepcjonistka dała ostatni wolny pokój chłopakom. Świetnie. - pomyślałam i poszłam za blondynem.


- Dean poczekaj! - rzucilam a ten się odwrócił 

- Nie ma już wolnych pokoi. - dodałam 

 - Jakto?

- Wasz jest ostatni. - powiedziałam 

- Świetnie. W takim razie rozgość się. - powiedział wprowadzając mnie do ich pomieszczenia 
- Śpisz dzisiaj na podłodze albo ze mną. - oznajmił 
Spojrzałam na niego lekko zdziwiona przez chwilę. 
No tak. Większe łóżko. - mruknęła moja podświadomość, która siedziała cały dzień cicho. 
Zignorowałam ją i założyłam rękę na biodrze. 
- A czemu ty nie będziesz spał na podłodze? - rzuciłam w półuśmiechu 
- Bo to ja zapłaciłem za ten pokój, kochana. - rzucił szczerząc się 
Przewróciłam oczami i zamknęłam za sobą drzwi. Położyłam plecak na krześle i zdjęłam kurtkę. Nagle z łazienki wyszedł Sam. Miał na sobie tylko ręcznik, owinięty wokół talii. 
- Ubierz się Sammy, mamy gościa. - rzucił Dean 
- Co?! - wrzasnął bardziej przestraszony niż zły, dopiero mnie zauważając 
- Zwinęliście ostatni pokój. - wyjaśniłam

- Gdzie będziesz spała? - spytał

- Niestety z twoim bratem. - rzuciłam i wślizgnęłam się do łazienki zanim zdążył coś odpowiedzieć 

Przebrana po chwili wyszłam. Miałam ns sobie krótkie spodenki i koszulkę jako piżamę. Sam leżał do mnie tyłem i już spał. Wsunęłam się pod kołdrę i położyłam na boku. Wtulona cicho do poduszki słyszałam Dean'a pod prysznicem. Wydawało mi się, że mruczał sobie pod nosem jakiś utwór Rocka. Uśmiechnęłam się do siebie jeszcze bardziej ściskając poduszkę. - Weź się w garść. - usłyszałam gdzieś z tyłu głowy głos mojej zagubionej w akcji podświadomośći - To tylko Dean Winchester. Bywało gorzej. - dodała a ja po raz pierwszy przyznałam jej rację. Nie wiem dlaczego się tak denerwuję. Przecież muszę gdzieś spać. - pomyślałam

Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Dean wyszedł z łazienki. Mimo, że leżałam do niego tyłem nadal słyszałam odgłos jego oddechu bardzo wyraźnie i poczułam ciepło jego ciała kiedy wsunął się zwinnie pod kołdrę. 

- El? - szepnął

Poczułam ciarki na całym moim ciele, ale odwróciłam się powoli.

- Hm? - syknęłam równie cicho

- Dlaczego tak się upierasz, żeby dowiedzieć się co się naprawdę stało? 
- Chce znać prawdę. - odpowiedziałam
- A co jeśli jest gorsza niż to co teraz wiesz? Może twoj ojciec chciał cię chronić i nie chciałby żebyś wiedziała. - ciągnął
- On raczej nie ma już głosu. - powiedziałam ziewając
- Nie masz pojecia jak prawda może być czasem potężna. - szepnęłam i zapadła cisza. Oboje wtuliliśmy się do własnej części poduszki i oboje zasnęliśmy..



Ciag dalszy nastąpi..
-------------------------------------------
Wiem, że znów nawaliłam, ale OBIECUJĘ, że następny rozdział już wkrótcę. Dostałam mały przypływ weny, więc muszę go teraz wykorzystać. 
Niestety we wtorek wyjeżdżam do Polski i wracam dopiero pod koniec lipca, ale zabieram ze sobą swój tablet i telefon. JEŚLI ZNAJDĘ CZAS to będę dziergać coś wieczorami.
Jak na razie mam nadzieję, że wam się podoba . (Wiem, że wieje nudą, ale jak mówiłam to dopiero wprowadzenie do opowiadania)
+ Sorki za te przerwy, ale pisałam na telefonie . ;D
-----------------------------------------------
Godziny pisania, sekundy komentowania. Zostaw po sobie ślad! . c;
-----------------------------------------------
Kontakt :
♥ Facebook  
♥ Instagram
♥ Twitter 
♥ Ask.fm
♥ Vimeo 
    Zawsze odpisuję . :)
--------------------------------------------------
♥ Youtube 












niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 22

Przepraszam za tak mało akcji, ale musiałam dodać ten rozdział. 
Enjoy! xx
-------------------------------
` Dean zaparkował obok garażu. 
-Zaczekamy tutaj. - oznajmił blondyn patrząc na mnie przez tylne lusterko
Wzięłam głęboki wdech i wysiadłam z samochodu. Niepewnym krokiem ruszyłam do drzwi. Zanim zdążyłam złapać za klamkę, poczułam powiew ciepłego powietrza z mieszkania. Przede mną stała Jenna. Nie byłam pewna co znaczyło jej spojrzenie kiedy bez słowa wpuściła mnie do środka. W końcu przełamałam się i zapytałam. 
- Coś się stało?
Całe szczęście w salonie nie ma żadnych luster. Jestem pewna, że wyglądałam wtedy jak pies z podkulonym ogonem. Nawet nie wiem dlaczego. W końcu nic złego nie zrobiłam. 
- Nie. Wszystko idzie świetnie. - odparła ciocia a jej charakterystyczny uśmiech znowu pojawił się jej twarzy 
Odetchnęłam lekko z ulgą. 
- Dostałam awans! - rzuciła totalnie mnie zaskakując
- To świetnie.- powiedziałam a kiedy moje zdezorientowanie do końca opadło, przytuliłam ją 
- Bardzo się cieszę. - szepnęłam do ucha ciotki
Awans na wyższą pozycję zawsze był jej marzeniem. 
Wyplątałam się z ramion Jenny i uśmiechnęłam się do niej szczerze. 
- Gratuluję pani kierownik. - rzuciłam żartobliwie
Ciocia zarumieniła się ze szczęścia. Ciężko było się nie zaśmiać. Zawsze byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Szczególnie od kiedy mama umarła. Jenna nie była tylko siostrą ojca, ale również moją najlepszą przyjaciółką. Mówiłam jej o wszystkim więc było mi ciężko skłamać. 
- Jenna posłuchaj.. - zaczęłam przerywając jej krótki moment szczęścia 
Ciocia odwróciła się do mnie jednocześnie szukając czegoś w lodówce w kuchni. 
-  Znalazłam kurs. Właściwie taki jakby staż wakacyjny. Bardzo pomógłby mi nadrobić zaległości i dostałabym rekomendacje dla Stanford. - ciągnęłam 
Jenna słuchała uważnie patrząc na mnie z wyraźnym zainteresowaniem. 
- Dostałam się. - dodałam
- To cudownie! Gratuluje kochana. Tata byłby z ciebie dumny. - rzekła 
- Ta.. - mruknęłam pod nosem tak by mnie nie słyszała 
Przez chwilę przyglądałam się cioci krzątającej się po kuchni. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Nie byłam przyzwyczajona by ja okłamywać. Być może dlatego tak łatwo mi uwierzyła. 
- Jest mały problem. - odezwałam się w końcu 
- hm? - rzuciła Jenna krojąc pomidory 
- Ten kurs jest w Kansas. - oznajmiłam 
Uśmiech Jenny zbladł. 
- Muszę wyjechać dzisiaj. - dodałam
Jenna odetchnęła głośno lekko zawiedziona. Nie dziwie się. To w końcu jakieś dwa dni drogi stąd jeśli ma się szczęście (i samochód). 
Mimo, że ja znałam prawdziwy powód mojego wyjazdu również zrobiło mi się smutno. Tym bardziej kiedy kończy się High School wakacje są dłuższe. Trzy miesiące to bardzo dużo czasu, ale nie miałam zamiaru zmieniać zdania. Muszę się dowiedzieć co stało się z moim ojcem. 
- Musisz jechać. - rzuciła ciocia 
Spojrzałam na nią wyraźnie zdziwiona. 
- Liczyłam na jakąś kłótnię. - oznajmiłam 
- Stanford to twoje marzenie. Jeżeli ten kurs pomoże ci się tam dostać to powinnaś jechać. - powiedziała uśmiechnięta ciocia
Na mojej twarzy namalowało się jeszcze większe zdziwienie a w moim oku zakręciła się mała łezka. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tak dobrą kłamczuchą. Przez ostatnie dni okłamywałam ja non-stop a ona wierzyła w każde słowo. Myśląc o tym poczułam się dziwnie. 
- No na co czekasz? Leć się pakować. - ponagliła mnie Jenna
Rzuciłam w jej stronę nie do końca szczery uśmiech i pobiegłam na górę. Wyciągnęłam z szafy moją walizkę i zaczęłam zapełniać ją ciuchami, kosmetykami i innymi niezbędnymi rzeczami. Zapakowałam również ładowarkę do telefonu i mojego laptopa po czym sięgnęłam do szafki i wyciągnęłam z niej białą, zaklejoną już kopertę. Spojrzałam na nią przez chwilę i wrzuciłam do osobnej kieszeni w walizce. Po jakimś czasie byłam gotowa zapiąć bagaż i jechać. Rozejrzałam się po pokoju raz jeszcze. Podeszłam do parapetu i sięgnęłam po starego misia, który na nim leżał. Dostałam go od mamy kiedy byłam mała. Miał w sobie prawie niewidoczną kieszeń zapinaną na zamek na jego plecach. Chowałam tam swój pamiętnik. Mimo, że ta maskotka była już stara i traciła kolor była moją ulubioną. Pogłaskałam misia za odrywającym się uchem i pomyślałam o rodzicach. Może nie powinnam jechać? Obiecałam, że zajmę się bratem a teraz zostawiam go na trzy miesiące. 
Wyjrzałam przez okno i spojrzałam na Impalę stojącą obok garażu. Już zaczęłam przyzwyczajać się do widoku pięknej Chevy pod moim domem. - Na tę myśl uśmiechnęłam się do siebie po czym spakowałam misia i zapięłam walizkę. Włożyłam telefon do kieszeni i zeszłam na dół targając swój bagaż po schodach. Niestety był cięższy niż wyglądał. Przytuliłam Jennę na pożegnanie a do domu właśnie wszedł Jeremy. Spojrzał na moją walizkę a potem na mnie z oczywistym zapytaniem. 
- Dam wam minutę. - powiedziała Jenna i poszła na górę 
- Co się dzieje? - spytał 
- Wyjeżdżam na staż wakacyjny do Kansas, żeby zdobyć rekomendację do Stanford. - oznajmiłam a na moich policzkach poczułam wyraźne rumieńce 
Spokojnie. Z każdym kłamstwem będzie łatwiej. - No tak. Jeszcze tego brakowało. Moja podświadomość znów próbowała pogorszyć sytuację lecz odepchnęłam ją na bok. 
- To świetnie. - powiedział Jer i lekko się do mnie uśmiechnął 
Spojrzałam na niego nie kryjąc zdziwienia.
- Na jak długo? - zapytał brat
- Jeszcze nie wiem. Może mi to zająć całe wakacje. - odpowiedziałam 
- Zauważyłem twoją ulubioną Impalę przed domem. - oznajmił zaskakująco spokojnym tonem 
Ostatnim razem kiedy wspominał o Winchesterach zatrzasnął mi drzwi przed nosem.
- Tak. - rzekłam po chwili
- Sam i Dean mieszkają w pobliżu. Podwiozą mnie, żebym nie musiała tułać się pociągiem. - wydusiłam
- Spoko. Nie musisz się tłumaczyć. - powiedział Jer z uśmiechem na twarzy 
Spojrzałam na niego zdezorientowana. Zanim zdążyłam się odezwać Jeremy rzucił się na mnie z uściskiem. 
- Będę tęsknił. - szepnął mi do ucha 
Odetchnęłam z ulgą.
- Tylko nie zapomnij o istnieniu telefonów. - dodał i uśmiechnął się jeszcze szerzej
Odwzajemniłam gest, złapałam za rączkę od mojej walizki, pomachałam na pożegnanie do Jenny i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Sam wysiadł z samochodu i zapakował mój ciężki bagaż. Wsiadłam do samochodu cały czas lekko zdziwiona. Zajęło mi to chwilę zanim zrozumiałam co właśnie się wydarzyło. Przez ostatnie dwa tygodnie ja i Jeremy wiecznie się kłóciliśmy, ale po tym pożegnalnym uścisku miałam wrażenie, że w końcu wszystko wróciło do normy. 
- Gotowa? - spytał Sam 
- Już bardziej nie będę.
Uśmiechnęłam się do siebie po czym oparłam się o szybę i wsłuchałam się do cichego Rock'a w radiu i pięknego odgłosu odpalającego silnika Impali. Zanim się zorientowałam byliśmy już po za miastem. 

Ciąg Dalszy Nastąpi..

 --------------------------
Godziny pisania, sekundy komentowania. Zostaw po sobie ślad! ♥
-------------------------------
Contact me : 
Facebook ♥
Ask.fm ♥ 
- e-mail : agusia3294@wp.pl
--------------------------------------
YouTube : Link ♥   
---------------------------------------
R.I.P Charlie Bradbury . [*]
You will be missed . ♥
 





 


sobota, 28 marca 2015

Rozdział 21

Okej.. wiem, że dawno mnie tu nie było, ale w końcu jestem razem z moją dawno zagubioną weną. Wiem też, że ten rozdział to żaden masterpiece, ale mam nadzieję, że choć trochę wam się podoba. Kolejna notka jest uż w drodze, więc liczę na wasze komentarze. Pozdrawiam. xx
Ps. Dedykuję ten rozdział Natalii. Bez ciebie nie pojawiłby się tak "szybko". :*
 --------------------------------------------------------
Sam na mój widok uśmiechnął się od ucha do ucha. 
Dean spojrzał na brata spod rzęs, ale nic nie powiedział. 
- Wsiadaj. - rzucił do mnie Sammy jeszcze bardziej szczerząc zęby
Bez wahania zrobiłam co powiedział. 
- Sam. - mruknął Dean 
- Moment? - dodał kiwając głową jednoznacznie 
Wysoki brunet przytaknął a lekki uśmiech cały czas widniał na jego twarzy.
- Oszalałeś? - mruknął Dean kiedy odeszli kawałek dalej 
- Co masz na myśli? - spytał Sam 
- Serio chcesz ją w to wszystko wciągnąć? - warknął blondyn jakby szeptem 
- Dziewczyna chce wiedzieć co stało się z jej ojcem. Kto jak kto, ale my nie możemy jej za to winić. - odpowiedział Sam spokojnie 
- Jej ojciec zginął w wypadku samochodowym. - rzekł Dean wyraźnie podkreślając trzy ostatnie słowa 
- A nawet jeśli faktycznie to nie prawda to co? Jeśli dowie się kto to zrobił myślisz, że po prostu wróci na studia i będzie żyła normalnym życiem wiedząc, że ktoś kto sprzątnął jej ojca nadal gdzieś tam jest? - dodał blondyn 
- Tak właśnie myślę. - odparł brunet 
 Dean przekręcił oczami. 
- Ona ma prawo wiedzieć, Dean. - dodał Sam nie zwracając uwagi na jego zniesmaczonego brata 
- A co jeśli coś jej się stanie? - ciągnął blondyn nie dając za wygraną 
- Nie stanie. Dlatego jedzie z nami. Będziemy mieć ją na oku. - oznajmił brązowooki
Dean pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Co się stało z tym zbyt racjonalnym Samem, który zawsze nienawidził tego życia? - spytam Dean z nutką rozczarowania w jego głosie 
- W końcu wydoroślał. - mruknął zirytowany Sam kończąc temat
Bracia w końcu pojawili się w samochodzie.   
-  Musimy się wymeldować z pokoju a potem podrzucimy cię do domu. - oznajmił Dean odpalając silnik 
Spojrzałam na niego lekko zdezorientowana.
- żebyś mogła się spakować. - dodał Sam patrząc na mnie przez lusterko wsteczne
Na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech. Dean spojrzał na brata. Nie wiem z jakim wyrazem, ponieważ nie widziałam jego twarzy. Mimo, że nie mogłam usłyszeć ich rozmowy wiedziałam, że Dean ma coś przeciwko temu bym z nimi jechała. 
Po kilku minutach byliśmy pod hotelem, w którym jeszcze niedawno spałam. Sam i Dean weszli do środka. Ja postanowiłam nie plątać się im pod nogami i zostałam w samochodzie. 
- Na prawdę chcesz wciągać w to wszytko tę niewinną dziewczynę? W przeciwieństwie do nas, ona ma jeszcze wybór. - rzekł Dean uśmiechając się do młodej blondynki, która siedziała w recepcji 
- Przecież chce tylko dowiedzieć się prawdy. Nie musi stawać się całodobowym łowcą. - odpowiedział Sam po cichu wchodząc powoli po schodach
- Dobrze wiesz, że polowanie to nie praca a całodobowi łowcy to jedyni jacy istnieją. - mruknął Dean zważając na każde słowo 
- O co ci chodzi? - rzucił Sam marszcząc brwi 
Dean przejechał dłonią po włosach zakłopotany. Zupełnie jakby sam zdawał sobie to pytanie i walczył z odpowiedzią. 
- Po prostu myślę, że to nie dla niej. Nie jest jeszcze gotowa, żeby iść w ślady ojca. - oznajmił w końcu blondyn choć nuta niepewności wciąż czaiła się w jego głosie 
 Sam otworzył drzwi i w końcu weszli do pokoju. 
Dean wychodząc zostawił włączone radio. W całym samochodzie rozbrzmiewała cicha nuta klasycznego rock'a. Siedziałam oparta o szybę rozmyślając nad moim ostatnim tygodniem wciągając piękny zapach skóry z tapicerki. Ku mojemu zdziwieniu żadna część mojego umysłu nie posiadała nawet szczypty wątpliwości. Moja podświadomość miała dość kłótni ze mną i wyszła na drinka. Miałam nadzieję, że nie będę żałować iż jej nie posłuchałam i jednak zdecydowałam się na wyjazd. 
Siedziałam wpatrzona w szybę i słuchałam każdej piosenki, która leciała na kasecie Dean'a. Tak, na kasecie. Ani jeden szczegół w tej pięknej a za razem starej Impali został nienaruszony. Och.. Jak ja uwielbiam ten samochód. 
Nagle z myśli wyrwał mnie znajomy dźwięk. Po paru sekundach zorientowałam się, że dostałam sms'a. Wyciągnęłam z kieszeni mojego BlackBerry i zauważyłam, że to od Tommiego. Zrobiło mi się głupio, że tak nagle wybiegłam z baru nie żegnając się z nikim. Postanowiłam jednak nie czytać tej wiadomości i schowałam komórkę z powrotem do kieszeni choć najpierw spojrzałam na zegarek. Sam i Dean nie wracali już od dłuższego czasu. Kiedy byłam w ich pokoju nie wydawało mi się jakby mięli wiele do zapakowania. "Winchesterowie zaginęli w akcji? Może rozmawiają o tobie.." No tak. Moja podświadomość w końcu wróciła, żeby się ze mnie besztać. Postanowiłam ją zignorować i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Wyjęłam kluczyki ze stacyjki i wyszłam z samochodu zamykając za sobą drzwi. Przechodząc przez lobby zauważyłam szczerzącą się do mnie recepcjonistkę. Jeszcze trochę a kącikami ust dotknęłaby uszu. Na jej widok moje usta same ułożyły się w mały uśmiech a nogi same pokierowały mnie w stronę schodów. Byłam tu kilka godzin temu więc doskonale pamiętałam numer pokoju Winchesterów. 
- Chłopaki? Żyjecie tu? - rzuciłam z lekkim rozbawieniem pukając do drzwi, które były już uchylone 
Weszłam powoli do środka i zauważyłam Sam'a i Dean'a siedzących w salonie ze związanymi rękami. Zanim zdążyłam pojąć co się dzieje ktoś mnie popchnął i upadłam na ziemię uderzając o ścianę. Moja podświadomość złapała się za głowę i zaczęła nią kręcić z niezadowolenia.
 - Zostaw ją w spokoju. - mruknął Sam 
Nieznajomy mężczyzna skierował na niego broń sygnalizując, że nie ma się ruszać. Kiedy na mnie nie patrzył powoli sięgnęłam ręką na blat, który stał obok. Leżał tam mały nożyk kuchenny. Wzięłam go po cichu do ręki i obserwowałam sytuację. "Rzucaj idiotko!" wrzeszczała na mnie moja podświadomość. Tym razem ją posłuchałam i rzuciłam nożykiem w nieznajomego próbując pozbawić go broni tak jak uczył mnie ojciec. Ten niestety to zobaczył i zdążył się przesunąć unikając przedmiot. Nieznajomy spojrzał na mnie i zaczął się śmiać wymachując bronią przed moją twarzą. A ja nadal siedziałam na podłodze. Moja podświadomość nagle schowała się za łóżkiem i zamilkła. 
- Myślałaś, żę tak łatwo się mnie pozbyć? - mruknął mężczyzna
Nagle myśl o ojcu przywróciła mi odwagę. 
- Szczerze? Nie. - rzuciłam 
Kopnęłam nieznajomego w ramię tak, że upuścił pistolet po czym szybko wstałam i z nieznaną mi siłą znokałtowałam go jednym ciosem podcinając mu przy tym nogi. Mężczyzna upadł na podłogę zdziwiony. Kopnęłam broń w drugą stronę, tak żeby się do niej nie dostał. Podniosłam z podłogi nożyk kuchenny i rozwiązałam braci w prędkości światła. 
- Nie gotowa, huh? - rzucił Sam z triumfalnym uśmiechem w kierunku ego brata
Nie miałam pojęcia o co mu chodziło. Dean przewrócił oczami, chwycił swoją torbę i wszyscy razem zbiegliśmy na dół. Kiedy mężczyźnie, który nas zaatakował udało się wygramolić z podłogi, my byliśmy już w drodze do mojego domu. Gdy moje serce zaczynało się uspokajać, moja podświadomość wyskoczyła zza łóżka i zaczęła machać pomponami a w brzuchu poczułam lekkie ukłucie dumy.

Ciąg Dalszy Nastąpi.. 



 Liczę na komentarze . ;3  
---------------------------------------------------
Znajdziesz mnie tutaj :
 Facebook
YouTube 
Ask.fm
O e-mail pytaj w komentarzu ;) 
Pozdrawiam xx

















piątek, 6 marca 2015

Liebster Award. Again.

Zostałam nominowana do LBA już po raz drugi na tym blogu. Dziękuję +Nathalie . 


Q&A:
 1. Jak długo prowadzisz bloga?
- Tego pół roku.
2. Ile masz lat? 
- Wiek to tylko liczba.
3. Zastanawiasz się czasem nad sensem życia? 
- ...
4. Ulubiona para z TVD?
- Stefan & Caroline
5. Ulubiona czarownica i wampirzyca?
- czarownica : Regina Mills
wampirzyca : Katherine Pierce
6. Kim chcesz zostać w przyszłości? 
- Sobą
7. Chciałabyś kiedyś wylądować na planie swojego ulubionego serialu?
- Oczywiście
8. Ulubiona książka? 
- Wild Card
9. Chciałabyś zostać wampirem?
- Nie
10. Czy masz kontakt (np. na facebooku) ze swoimi czytelnikami?
- Tak
11. Ile masz aktualnie wyświetleń? 
- W tym momencie 2626
 
Ja tym razem nie nominuje nikogo. Przepraszam. 
------------------------------------------------
Znajdziesz mnie tu:








 

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 20

Nie wiedziałam co mam zrobić. Przede mną stał Crowley. Właściwie nie miałam z nim złych wspomnień, ale po przeczytaniu dziennika ojca zmieniłam zdanie na temat wielu osób a on jest jedną z nich. 
- Rozważcie moją ofertę. - powiedział i zniknął po pstryknięciu palcami
Sam i Dean równocześnie odwrócili się w moją stronę i zawiesili na mnie oczy. 
- Skąd go znasz? - spytał Dean
- Pracował czasem z moim ojcem. Rzadko go widywałam. - odparłam
- Ale on jest.. - zaczął Sam
- Demonem. Tak wiem. - oznajmiłam
- Skąd? - zapytał brunet
Spojrzałam na niego bez słowa i rzuciłam dziennikiem ojca na stół. Dean wziął go do ręki niepewnie. 

- Należał do mojego taty. - oznajmiłam 
Blondyn zaczął przewijać kartki. Po jego minie było widać, że był zdziwiony.
Sam wziął bandaż i zaczął opatrywać moją rękę. W tym czasie jedzenie, które kupił Dean już się podgrzało. 
- Mam sałatkę dla Sama i burgera dla mnie. Nie wiedziałem co wolisz więc wziąłem ci obydwa. - oznajmił blondyn
Uśmiechnęłam się. 
- Dziękuję. - powiedziałam
- To co wybierasz? - spytał
- Burger oczywiście. - odparłam
- Moja krew! - rzucił Dean i puścił mi oczko
Sam skończył opatrywać moją rękę a Dean podał nam wszystkim jedzenie.
- Więc.. Jakim cudem poznałaś tego dupka? - spytał blondyn myśląc o Crowley'u. 
- Czasem go widywałam w moim domu. Ojciec zawsze mówił, że to jego kolega z pracy. - oznajmiłam  
Kiedy skończyliśmy, bracia oboje chwycili za dziennik mojego ojca i zaczęli go czytać. Ja usiadłam na kanapę i zaczęłam oglądać telewizję. Było już późno a za oknem ani jednej żywej duszy. Ja nawet nie próbowałam walczyć ze zmęczeniem, ponieważ w pewnej chwili po prostu zasnęłam. 
Kiedy się obudziłam leżałam na jednym z dwóch obecnych łóżek. Moje ramiona zakrywał milusi kocyk z nadrukiem pandy. Było mi wygodnie więc nie otwierając oczu przewróciłam się na drugi bok. Próbowałam odgarnąć włosy z mojej twarzy, ale zraniłam się w policzek metalowmym zaczepem od bandaża. W tamtym momencie przypomniało mi się o skaleczonej ręce i zepsutym samochodzie. Od razu zorientowałam się, że nadal jestem w pokoju hotelowym Sama i Deana. Bez zastanowienia otworzyłam oczy natychmiast siadając. Rozejrzałam się wokół. Nikogo więcej nie było. Wstałam więc roztargniona i poprawiłam podwiniętą podczas spania bluzkę. Weszłam do drugiego pokoju. Tam też nikogo nie zastałam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Chciałam zadzwonić do Jenny, ale moja komórka była nadal rozładowana. Nagle usłyszałam klucz przekręcający się w zamku. Sam i Dean weszli do środka. 
- Dzień dobry śpiąca królewno. - rzucił Dean z uśmiechem 
Ja byłam nadal lekko zakręcona. 
- Która godzina? - spytałam 
- Prawie jedenasta. - odparł Sam 
- o cholera.. Spóźnię się na odbieranie dyplomów. - mruknęłam 
- Na co? - skrzywił się Dean 
- Zakończenie High School. Zaczynają się wakacje. - powiedział Sam
Założyłam moją skórzaną kurtkę i chciałam wyjść. 
- Muszę lecieć. - rzuciłam łapiąc za klamkę 
- Jak? - spytał Dean 
A no tak, samochód. - pomyślałam 
- Podwiozę Cię. - oznajmił blondyn 
- Zabiorę się z wami. I tak musimy jechać do miasta zanim wyjedziemy. - dodał Sam 
Zamknęliśmy apartament i wyszliśmy. Wsiedliśmy do Impali i odjechaliśmy z piskiem opon. 
- Jakieś plany co do college'u? - zapytał wyższy z braci 
- Mam zamiar iść na prawo jeśli dostanę się do Stanford. - oznajmiłam 
- Serio?  - rzucił Sam 
Pokiwałam głową przytakując. 
- Też kiedyś tam chodziłem. - oznajmił brunet 
- Żartujesz?! - rzuciłam z wielkim uśmiechem na twarzy 
- Oczywiście! To ty byłeś tym pierwszakiem z najlepszym wynikiem testu jakiś czas temu. Widziałam twoje zdjęcie na stronie. Jak mogłam cię nie rozpoznać? - dodałam
Sam się zarumienił. Kątem oka zauważyłam, że Dean się skrzywił. 
- To pewnie przez te dłuższe włosy. - rzucił starszy z braci nadal nie przejęty tematem
- Co? - rzucił Sam patrząc na mnie przez lusterko wsteczne
- Nic. Jakoś nie mogę uwierzyć, że chodziłeś do Stanford. - oznajmiłam 
- Dlaczego? - spytał 
- Nie wiem.. Po prostu myślałam, że to czym się zajmujecie nie ma w grafiku miejsca na college. - powiedziałam 
Sam otworzył usta by coś powiedzieć, ale Dean go wyprzedził.   
- Jak widać nie wszyscy łowcy to idioci. - mruknął blondyn z wyraźnym grymasem i podkręcił głośniej radio
Sam i ja wymieniliśmy spojrzenia nic więcej nie mówiąc. 
W końcu podjechaliśmy pod mój dom. Wyszłam z samochodu i zamknęłam za sobą drzwi.
- Dziennik! - rzucił Sa
- Wam przyda się bardziej. - powiedziałam przełykając ślinę 
- Jesteś pewna? Był twojego ojca. - powiedział Sam
- Właśnie. A ja nie chce już mieć z tym nic wspólnego. - oznajmiłam i chciałam odejść 
- Poczekaj. - rzucił Dean
- Jesteś pewna, że go nie chcesz? - dodał
- Tak. Wy użyjecie go bardziej. Albo po prostu to spalcie. 
- Dlaczego? - zdziwił się Sam
- Ja czytałam go dwa razy i zostałam już zaatakowana i porwana. - rzekłam z lekkim uśmiechem choć tak na prawdę nie było mi do śmiechu
- Wyjeżdżacie już? - spytałam 
- Nie. Mamy jeszcze spotkanie ze znajomym w Grill'u. - odparł Dean
Wzięłam głęboki oddech.
- Dziękuję. Za wszystko. 
- Powodzenia na zakończeniu. - powiedział Sam 
Uśmiechnęłam się do nich po raz ostatni i chciałam wejść do domu, ale stanęłam przy drzwiach. Po raz kolejny wzięłam głęboki oddech i usłyszałam słodki dźwięk silnika Impali. W końcu przekręciłam klamkę i weszłam do środka. W kuchni czekała na mnie Jenna.  
- Elena! - zawołała i rzuciła się na mnie zanim zdążyłam zamknąć drzwi 
- Gdzie byłaś?! Odchodziłam już od zmysłów! Myślałam, że coś ci się stało. - mruknęła 
- Jechałam do koleżanki, ale zepsuł mi się samochód. Nie miałam jak wrócić a telefon mi się rozładował. - oznajmiłam 
- Jakiej koleżanki? - spytała Jenna, ale zanim zdąrzyłam odpowiedzieć zadała mi kolejne pytanie. 
- Czekaj. Od kiedy ty masz samochód?! 
- Wzięłam ten z garażu. - powiedziałam
- Oszalałaś? Wiedziałaś, że ojciec nigdy go nie naprawił i dlaczego wyjechałaś w środku nocy? Przecież masz dzisiaj zakończenie. - ciągnęła ciocia 
Ja nie miałam ochoty tego słuchać, ale wiedziałam, że to nieuniknione. 
- No właśnie. Zakonczenie. Muszę lecieć, bo się spóźnię. - rzuciłam i pobiegłam na górę zanim ciocia zdąrzyła coś odpowiedzieć. 
Weszłam do pokoju, zrzuciłam z siebie kurtkę i zaczęłam się przebierać w moj czerwony strój na ceremonię.
- Byłaś u koleżanki huh? - rzucił Jeremy, który stanął w drzwiach 
Słysząc jego głos zrobiłam krok w tył. 
- Jer. Przestraszyłeś mnie. - powiedziałam 
- Naprawdę? Przepraszam. - mruknął 
- Nie powiedziałaś mi wczoraj, że wychodzisz. - dodał  
- Nie byłeś wczoraj zbytnio rozmowny. - rzekłam rozpuszczając włosy 
- Posłuchaj Jeremy.. - zaczęłam
- Przestań. - przerwał mi
- Zapach tej Impali ciągnie się za tobą na kilometr. - mruknął i wyszedł zanim zdąrzyłam się wytłumaczyć
Świetnie - pomyśłałam ze zgryzotą.
Założyłam na siebie kurtkę i zeszłam na dół. 
- Jeremy pospiesz się, musimy jechać! - rzuciła Jenna i zaczęła ubierać buty  
- Zaczekam w samochodzie. - powiedziałam i wzięłam jej kluczyki
Wsiadłam na miejsce pasażera, włączyłam radio i oparłam się o szybę. Ostatnio nie mogę myśleć o niczym innym niż ten pieprzony dziennik. Całe  szczęście już się go pozbyłam. 
Mój ojciec polował na potwory. Ugh, za każdym razem kiedy powtarzałam to sobie w myślach przechodziły mnie ciarki. W końcu Jenna i Jeremy pojawili się w aucie i ruszyliśmy w stronę szkoły. Tommy pewnie już na mnie tam czekał z resztą przyjaciół. Mimo to ja przez całą drogę zastanawiałam się nad tym co powiedział mi Sam. Być może chciałam dowiedzieć się prawdy o "wypadku" ojca, ale nadal nie czułam takiej potrzeby by wciągnąć się w to wszystko. 
W końcu dojechaliśmy do szkoły. Ceremonia właśnie się zaczęła. Caroline przybiegła po mnie i poszłyśmy razem na razdanie dyplomów. Dyrektor wygłaszał przemowy, wręczał nam dyplomy i gratulował zakończenia szkoły. 
Wszyscy wokół skakali z radości i planowali już wystrój swoich pokoi w College'u. Ja nie miałam na to ochoty. 
Razem z przyjaciółmi poszliśmy świętować do Grill'a.
Ja nadal myślami byłam gdzieś indziej. Wszyscy siedzieliśmy przy stoliku. Tommy, Caroline, Zach a nawet Tyler, jego brat. Tommy stanął za mną, złapał mnie w talii i pocałowal w policzek. Ja wymusiłam uśmiech w jego stronę i wysunęłam rękę po mojego drinka. Caroline wzniosła toast za dobry początek wakacji. Zbliżyłam szklankę do moich ust i nagle zobaczyłam samochód Dean'a przez okno. Nagle kamień spadł mi z serca. Rzuciłam moją szklanką na stół, wywinęłam się z rąk Tommiego i wybiegłam z baru tak szybko, że prawie wyprzedziłam swój cień. 
Sam i Dean właśnie wsiadali do auta kiedy ja ich zawołałam. Bracia odwrócili się w moją stronę a ja do nich dobiegłam
- Mam nadzieję, że zajęliście dla mnie wolne miejsce. - rzekłam

Ciąg Dalszy Nastąpi.. 
 


---------------------------------------
Wiem, że strasznie długo mnie nie było, ale mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie. 
No to Elena wreszcie wyrusza na wakacyjną podróż. Co ją tam spotka dowiecie się niedługo a tym czasem zapraszam na mój kanał na YT :
https://www.youtube.com/channel/UCnGH0pjT8lFArrJF8XJrgfQ/featured 
Znajdziecie mnie również na Facebook'u. :  
https://www.facebook.com/pages/Natalier-Production/1546516365610627?ref=ts&fref=ts 
Pozdrawiam xoxo